DSC_0074 22 grudnia, 2015

„Dreinachtsmarkt”, czyli jarmarki na trójstyku

Uwielbiam bożonarodzeniowe jarmarki!!! Tą przedświąteczną atmosferę, zapach korzennych przypraw unoszących się znad stoisk z grzanym winem, śpiewane na żywo kolędy, które słychać w każdym zaułku, regionalne przysmaki i potrawy, choinkowe ozdoby, wyszukiwanie prezentów na małych straganikach pełnych pięknych, często ręcznie robionych przedmiotów…

Tu można spotkać przyjaznych i uśmiechniętych ludzi, którzy mimo przedświątecznej gorączki zawsze znajdą czas na krótką pogawędkę ze znajomymi i nieznajomymi przy kubku grzanego wina.

Uwielbiam bożonarodzeniowe jarmarki za to, że zawsze doskonale wprawiają mnie w świąteczny nastrój i sprawiają, że moje Święta są dłuższe niż to zapisano w kalendarzu :)

W poprzednim roku byliśmy u tzw. źródła, czyli tam, gdzie odbyły się jedne z pierwszych jarmarków bożonarodzeniowych na świecie – w Norymberdze. I zawsze wydawało mi się, że najlepsze jarmarki, to te z najdłuższą tradycją, a więc niemieckie.

W tym roku postanowiliśmy sprawdzić, jak wyglądają przygotowania do Bożego Narodzenia w innych europejskich państwach, ale też odwiedzić jeden tradycyjny jarmark niemiecki. Idealnym do tego miejscem okazał się trójstyk granic Niemiec, Szwajcarii i Francji, gdyż nie tracąc czasu, który przed Świętami i tak jest zbyt cenny, w trzy dni odwiedziliśmy trzy jarmarki w trzech różnych krajach.

Tym razem wyruszyliśmy z Gdańska w sobotę z samego rana i dzięki bardzo dogodnym połączeniom linii Lufthansa, już o godz. 11:00 wylądowaliśmy na lotnisku EuroAirport na trójstyku granic Niemiec, Francji i Szwajcarii. Lotnisko znajduje się w granicach Francji, ale jest międzynarodowym francusko-szwajcarskim portem lotniczym, z którego bardzo łatwo można dostać się do wszystkich trzech państw i miast, które nas interesowały, czyli Freiburga (Niemcy), Bazylei (Szwajcaria) i Miluzy (Francja).

 

Sobota – Freiburg /Niemcy/

 

freiburg

 

Freiburg nie jest dużym miastem, a w okresie przedświątecznym jest dodatkowo doskonale oznakowany, więc nikt nie będzie miał problemów z dotarciem do miejsca, gdzie odbywa się bożonarodzeniowy jarmark.

Głównym punktem jarmarku jest Rathausplatz, ale stragany są również rozstawione wzdłuż Franziskanerstrasse oraz na pobliskim swojskobrzmiącym Kartoffelmarkt. W niedzielę, kiedy tłumy są największe, stragany rozstawia się także wzdłuż Kaiser-Joseph-Strasse.

Freiburskie jarmarki są tradycyjne, niemieckie. Takie jak sobie wyobrażałam.
W związku z tym, że była to sobota, kłębił się tłum ludzi. Tutaj na każdym rogu natykaliśmy się na dzieci, młodzież i dorosłych śpiewających kolędy. Spotkaliśmy również orkiestrę dętą oraz przezabawny „różowy” zespół muzyczny, który poderwał do tańca nawet grupę Św. Mikołajów. Niemieckie jarmarki są bardzo rozśpiewane i wesołe. Oczywiście nad Rathausplatz unosił się też korzenny zapach nieodzownego grzanego wina, a ze straganów z jedzeniem kusiły słynne niemieckie kiełbaski.

Spacerując między straganami natknęliśmy się też na Kerzen Werkstatt, czyli warsztat, gdzie własnoręcznie można wykonać świece. Doskonale bawią się tu zarówno dzieci, jak i dorośli. A taka własnoręcznie zrobiona świeca będzie zarówno wspaniałą ozdobą świątecznego stołu, jak i doskonałym prezentem dla bliskiej osoby.

Niemieckie bożonarodzeniowe jarmarki są jedyne w swoim rodzaju, a tak cudownej i ciepłej atmosfery nie spotkamy w żadnym innym kraju.

 

 

Niedziela – Bazylea /Szwajcaria/

 

bazylea

 

Oglądanie bożonarodzeniowego jarmarku w Bazylei można doskonale połączyć ze zwiedzaniem miasta, ponieważ jest on rozmieszczony w różnych jego punktach, w niezbyt dużej odległości od siebie, ale aby się do nich dostać, musimy się przespacerować po obu stronach Renu.
Jaki jest bazylejski jarmark? Przede wszystkim bardzo uporządkowany, jak na Szwajcarię przystało. Na malutkim jarmarku na Claraplatz, który mieści się przy ulicach handlowych, postawiono stoiska gastronomiczne. Można tu na chwilę odpocząć, zjeść ciepły posiłek lub pieczone kasztany oraz napić się grzanego wina. Jest to świetne rozwiązanie podczas przedświątecznych zakupów, pomaga nabrać sił i wprowadza w świąteczny nastrój.

Po drugiej stronie Renu, na Marktplatz umieszczono jarmark z artykułami spożywczymi oraz choinkami, jemiołą i różnymi zielonymi świątecznymi ozdobami. To doskonałe miejsce na zakup świeżych i zdrowych produktów niezbędnych do przygotowania świątecznej uczty.

Jarmark rozstawiony jest przed słynnym bazylejskim czerwonym Ratuszem, który możemy przy okazji zwiedzić i wyciszyć się trochę po targowej atmosferze. W Ratuszu spotkaliśmy też prawdziwego kataryniarza, co dla mnie było wspaniałą niespodzianką, ponieważ nigdy jeszcze nie widziałam katarynki na żywo. A muzyka się z niej wydobywająca była niesamowicie wzruszająca…

Po krótkim spacerze nad Renem z widokiem na Małą Bazyleę dochodzimy do kolejnej część jarmarku. Na placu Münsterplatz przed katedrą (Basler Münster) swoje królestwo mają najmłodsi. Specjalnie dla nich postawiono tu Märchenwald, czyli baśniowy las.

Tutaj jest drewniana kolejka oraz śliczny kalendarz adwentowy, który pomaga dzieciom odliczać dni do upragnionego Bożego Narodzenia. Są też zielone choinki, jak na las przystało oraz stragany z zabawkami, jedzeniem, a dla dorosłych z grzanym winem. Maluchy doskonale się tu bawią i bardzo trudno jest zakończyć tą zabawę.

Główny bożonarodzeniowy jarmark w Bazylei odbywa się na Barfüsserplatz. Tu stragany postawione są tematycznie – w jednej alejce można kupić ozdoby choinkowe, w drugiej kaszmirowe szaliki, czapki i swetry, w trzeciej przepyszną, słynną szwajcarską czekoladę. Może ten szwajcarski ład jest trochę nudny, ale dzięki temu dużo łatwiej znaleźć potrzebne nam rzeczy.

 

Poniedziałek – Miluza /Francja/

 

miluza

 

Ostatni dzień tegorocznej „jarmarkowej wycieczki” przeznaczyliśmy na jarmark francuski. Po obejrzeniu dwóch Weinachtsmarkt w krajach niemieckojęzycznych byłam ogromnie ciekawa jak wygląda francuski Marché de Noël. Czy panuje tu taka sama gorąca i rozśpiewana atmosfera jak we Freiburgu? Czy może jest tak poukładany jak ten w Bazylei? W końcu to są trzy różne państwa, ale miasta położone w bardzo blisko siebie.
Francuski bożonarodzeniowy jarmark w Miluzie zaskoczył mnie elegancją i bardzo wysmakowanymi ozdobami placu, na którym się odbywał, a także całego miasta.

Jarmark w Miluzie ustawiony jest na Place de la Réunion. Jest to niewielki plac w centrum miasta z katedrą i prześlicznymi kolorowymi kamieniczkami dookoła. Kamieniczki dodatkowo podkreślają atmosferę jarmarku. Na środku placu ustawiono bardzo ładny, olbrzymi biały diabelski młyn, a z boku śliczną i bardzo klasyczną karuzelę dla najmłodszych. Cały plac oraz stragany były udekorowane tymi samymi elementami, nie było tu chaosu, ani niepasujących do siebie kolorów.
Na jarmarku w Miluzie znaleźliśmy alzacką ceramikę, robione ręcznie marsylskie mydła oraz nasze ulubione alzackie wina, które znaliśmy już ze Strasburga, więc nasz bagaż stał się trochę cięższy :)

O ile we Freiburgu, czy Bazylei najpopularniejsze było grzane wino czerwone i dość słodkie, to tutaj mogliśmy spróbować wszystkich jego gatunków począwszy od białego, przez różowe, aż po czerwone. Były zarówno słodkie, jak i wytrawne. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie, a wybór był tak duży, że ciężko było nam zakończyć degustację na jednym kubeczku :)

Głównym atutem wszystkich odwiedzonych przez nas bożonarodzeniowych jarmarków jest to, że sprzedawane na nich rzeczy są w dużej mierze wykonane ręcznie, bardzo starannie i z bardzo dobrych składników. Nie ma tu miejsca dla tandety!

I do tej pory nie mogę się zdecydować, które jarmarki wolę: czy tradycyjne niemieckie, czy doskonale uporządkowane szwajcarskie, czy może jednak te eleganckie francuskie… Ja po prostu UWIELBIAM wszystkie bożonarodzeniowe jarmarki !!!
A czy Wy też je lubicie? Jeżeli nie mieliście jeszcze okazji się o tym przekonać, to już nie traćcie więcej, bo spędzenie weekendu w takiej atmosferze to naprawdę czysta przyjemność i odtrutka na przedświąteczny stres.