DSC04116 13 kwietnia, 2016

Vevey – ostatnie szlaki Sienkiewicza

6 kwietnia 1916, Hôtel du Lac, Vevey, Suiss
„Wczesna u nas wiosna tu zapóźniła się ogromnie. Szkodzi to bardzo zdrowiu, ale jeszcze bardziej szkodzi zapewne to, że 5 maja kończę lat 70. Czas prędko płynie.”
Tak w liście do Ignacego Chrzanowskiego pisał Henryk Sienkiewicz. I nie tylko w tym liście narzekał na wyjątkowo w tym roku trwający do maja przenikliwy chłód, hulające wichury i deszcze.

 

Równo sto lat później Vevey, nazywane Perłą Szwajcarskiej Riwiery, przywitało nas podobną pogodą – również wiało i padał zimny deszcz, gdy wysiedliśmy na dworcu w centrum miasteczka. Nam jednak ta pogoda aż tak bardzo nie szkodziła. Dodatkowo rozgrzewał nas fakt, że jesteśmy w uroczym miasteczku nad słynnym Jeziorem Genewskim (lub jak kto woli Lemańskim), które od dawna bardzo chcieliśmy odwiedzić.

 

Spacerując z dworca przez Avenue Paul-Cérésole na Grande Place już wtedy i nawet w deszczu Vevey wydało nam się urocze. W samym centrum wychodzącego na jezioro Grande Place, otoczonego z trzech stron niedużymi hotelikami i sklepikami, mieści się informacja turystyczna. W każdym mieście zawsze staramy się właśnie do niej kierować pierwsze kroki, aby zasięgnąć wieści o mieście, w którym jesteśmy oraz zdobyć ciekawostki, których nie udało nam się wyszperać przed wizytą. Tak, tak, informacja turystyczna to bardzo użyteczna instytucja :)

Tuż przy Grande Place mieści się przystanek białej floty Vevey-Marché, z którego można udać się na wycieczkę po Jeziorze Genewskim, aby ze środka jeziora móc podziwiać otaczające je Alpy – na górze ośnieżone, niżej, na łagodnych, słonecznych stokach zielone od winnic. Obok przystanku znajduje się też miejska plaża, której wejścia strzegą trytony ujeżdżające morskie koniki. Latem dochodzi stąd gwar i śmiech, ale teraz, tą „zapóźnioną wiosną”, było pusto, cicho i spokojnie.

 

My jednak nie mogliśmy już doczekać się, aby zrealizować główny cel naszej wizyty w Vevey. Nie będziemy zapewne oryginalni, jeżeli powiemy, że tak jak większość przyjeżdżających tu Polaków, my też chcieliśmy popatrzeć na Vevey przez sienkiewiczowski pryzmat.

 

Z Grande Place, zaglądając po drodze do słynnego Muzeum Aparatów Fotograficznych przy Ruelle des Anciens-Fossés, weszliśmy na veveyską Starówkę. Chcieliśmy nią pospacerować, wyobrażając sobie, jak to Sienkiewicz wraz ze swoją piątą ukochaną Marią, a trzecią żoną, zwaną przez niego pieszczotliwie Markiem, przechadzają się tymi uliczkami. Idą zapewne powoli, Sienkiewicz ciężko opiera się na jej ramieniu… Choroba coraz mocniej daje o sobie znać… Zapewne muszą się często zatrzymywać, aby odpocząć… może siadają na zewnątrz jednej z kafejek na herbatkę lub coś słodkiego i stąd podziwiają urocze kamieniczki Starówki… W liście do Wandy Ulanowskiej z 3 lipca 1916 roku Sienkiewicz pisał: „Co do Szwajcarii, i tu również odczuwa się różne braki – ale w ogóle jest cicho, spokojnie i tanio.” Nam też zamarzyła się taka herbatka oraz słodkie co nieco na tej małej, cichej i spokojnej starówce… Ale że tanio??? Chyba sto lat temu! Zerknąwszy w menu jednej z kafejek poprzestaliśmy na herbacie, darując już sobie to małe, słodkie co nieco :)

Starówka w Vevey
Starówka w Vevey

Nad herbatą przypominaliśmy sobie, jak to się stało, że Henryk Sienkiewicz spędził tu ostanie lata swojego życia. I mimo że w tak pięknym miejscu, wcale nie był tym aż tak zachwycony…

 

Był rok 1914. Informacja o wybuchu I wojny światowej i ogólnej mobilizacji dotarła do niego, gdy spędzał lato w Oblęgorku, w dworku sprezentowanym przez naród polski, wdzięczny za jego pracę i gorący patriotyzm. Do dworku przyjechali ułani w swoich szarych mundurach, z orzełkiem na czapkach. Przyjechali, aby ten wielki człowiek, „marszałek pióra” – jak go nazywali – pobłogosławił ich walkę o wolną ojczyznę.
„Oddałbym w jednej chwili cały mój talent, aby móc choćby przez jeden dzień nosić mundur polskiego żołnierza” – wyjawił kiedyś Sienkiewicz córce swoje najskrytsze marzenie. Widząc tych pięknych ułanów z tęsknotą patrzył na oddalające się sylwetki w szarych mundurach, unoszące na czapkach polskie orzełki…
Jemu jednak było pisane w inny sposób przysłużyć się ukochanej ojczyźnie podczas tej wojny.

 

Z ogarniętego wojną Oblęgorka wyjechał do Krakowa. Tu jednak grożono mu nakazem opuszczenia miasta, a nawet internowaniem. Przed internowaniem uciekł do Wiednia.
Ale tu też nie zaznał spokoju. Sławne nazwisko Sienkiewicza zostało użyte bez jego wiedzy i zgody w opublikowanej przez Narodową Demokrację odezwie do narodu. W związku z tym, że odezwa ta atakowała Austro-Węgry, Sienkiewicz przestał być w Wiedniu mile widziany. W ostatniej chwili przy pomocy przyjaciół udało mu się 03.10.1914 roku wyjechać do neutralnej Szwajcarii, gdzie m.in. w Lozannie znalazło schronienie wielu prześladowanych Polaków.
Rodzina Sienkiewiczów osiadła w niewielkim Vevey, gdyż, jak Henryk stwierdził w rozmowie z żoną: „w Vevey najlepiej, bo do Lozanny blisko i rodaków blisko, ale nie za blisko.”

 

Początkowo zamieszkali w olbrzymim Grand Hotelu, który mógł pomieścić aż 300 gości. Podczas przyjazdu rodziny Sienkiewiczów było w nim jednak tylko 20 mieszkańców, co spowodowało spadek cen o połowę i cena pokoju wynosiła 8 franków. Ze względu na wojnę fundusze Sienkiewicza zarówno w Królestwie, jak i w Galicji zostały zamrożone, więc musieli z żoną liczyć się z każdym groszem.
W styczniu 1915 roku Sienkiewicz, Ignacy Paderewski i Antoni Osuchowski założyli w Vevey Komitet Generalny Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce, który zajął się zbiórką pieniędzy, żywności i innych darów wśród ludzi na całym świecie. Fundusze były przekazywane do Polski, a sprawozdania z ich podziału publikowane w Dzienniku Krakowskim.
Z Grand Hotelu państwo Sienkiewiczowie przeprowadzili się do Hôtel du Lac (obecnie pięciogwiazdkowy Grand Hôtel du Lac), w którym Henryk nie tylko mieszkał, ale prowadził też biuro komitetu, a z okna miał widok na jezioro i Alpy. Odwiedzającemu go w listopadzie 1916 roku Kossakowi, którego zachwycił roztaczający się z okna hotelowego widok, Sienkiewicz powiedział: „Te góry, kiedy się na nie patrzy, tak jak ja przez rok już cały, robią wrażenie, że zanim Pan Bóg je stworzył, widzieć musiał poprzednio te masy widokówek barwnych z tym pejzażem.”
Mieszkał tu aż do końca swoich dni.

 

Skończyła się herbata, skończyły się wspominki… Ze Starówki wyszliśmy na Rue d’Italie. Na jej końcu, a właściwie początku, bo pod nr 1 znajduje się wspomniany już, piękny Grand Hôtel du Lac.

Grand Hôtel du Lac
Grand Hôtel du Lac

Od strony Rue d’Italie prezentuje się okazale, jednak cały swój urok roztacza dopiero od strony promenady Quai Perdonnet. Oglądając stare zdjęcia okazuje się, że od czasów Sienkiewicza hotel z zewnątrz nic się nie zmienił. Zachował swój niepowtarzalny styl. Nadal jest bardzo elegancki i nobliwy, otoczony zielenią, z oknami wychodzącymi na jezioro… Cudo!!! Żadna nawet najdroższa sieciówka nie może się z nim równać!

 

Przez bramę od strony jeziora weszliśmy na teren Grand Hôtel du Lac i od razu w hotelowym ogrodzie przywitał nas… Henryk Sienkiewicz! Siedzi sobie wśród zieleni, w cieniu sosen…

Taki, jakim sto lat temu widział go Romain Rolland. Spotkanie to odnotował w swoim dzienniku:
„Przyjął mnie w prywatnym salonie, który wychodził na hotelowy ogród i na stoki Mont Pélérin. (…) Sienkiewicz to starzec w wieku 60-70 lat, robi wrażenie jeszcze dość silnego i krzepkiego. Ma dużą głowę, siwe włosy, mocne czoło, lorgnon, bródkę, żółtą cerę, gruby głos i nieco słaby słuch. Pijemy herbatę. Mówi, że jest bardzo przeciążony i przemęczony obowiązkami prezesa Towarzystwa Pomocy Polakom.”

Pomnik Henryka Sienkiewicza w ogrodzie Grand Hôtel du Lac
Pomnik Henryka Sienkiewicza w ogrodzie Grand Hôtel du Lac

Grand Hôtel du Lac bardzo dba nie tylko o czasy teraźniejsze, ale również o swoją wyśmienitą przeszłość. Od czasów jego powstania w 1868 roku przechowywane są księgi gości, wśród których przewija się niezliczona ilość znamienitych nazwisk. Jednak nasz wielki noblista jest jednym z najbardziej uhonorowanych gości, o czym świadczy jego pomnik postawiony na dziedzińcu hotelu w dziewięćdziesiątą rocznicę śmierci pisarza. Obsługa hotelu wymienia Henryka Sienkiewicza prawie zawsze na pierwszym miejscu swoich znamienitych gości i nikt tu nie ma problemu z poprawną wymową tego dość trudnego dla obcokrajowców nazwiska.

 

Nie tylko z zewnątrz hotel nas zauroczył. Jego wnętrze jest również bardzo piękne, eleganckie i niepowtarzalne. Grand Hôtel du Lac przeszedł generalny remont w latach 2005-2007. Zmniejszyła się znacznie ilość pokoi, ale dzięki temu są one przestronne i jeszcze bardziej luksusowe. Zresztą sam remont wykonywany był wg projektu słynnego architekta Pierre-Yves Rochona i pod jego czujnym okiem.
Aż do tego generalnego remontu pokój, w którym mieszkali państwo Sienkiewiczowie, był praktycznie niezmieniony i cały czas dostępny dla gości. Po przebudowie hotelowych wnętrz tego pokoju już nie ma, ale wszyscy tu doskonale pamiętają, w którym miejscu się znajdował, gdzie były drzwi i jak był umeblowany.
Nam, jako jego rodakom, było niezmiernie miło, że pamięć po naszym nobliście jest tutaj tak pielęgnowana i ma tak duże znaczenie dla mieszkańców Vevey.

 

W hotelu spotkała nas też bardzo miła niespodzianka. Okazało się, że słodkości w Vevey były nam jednak pisane :) W menu hotelowej restauracji, z której oczywiście roztacza się również widok na Jezioro Genewskie, znajduje się deser Quo Vadis. Szef cukierników Grand Hôtel du Lac skomponował go specjalnie dla uczczenia pamięci ich znamienitego gościa. Temu już nie mogliśmy się oprzeć! I Wam też gorąco polecamy ulec tej pysznej słodkiej pokusie. Zwłaszcza, gdy podczas pięknej pogody będziecie mieli możliwość delektować się nim na słynnej hotelowej werandzie, na której siadywali też państwo Sienkiewicz, kontemplując przy okazji widok na niesamowite, otoczone śnieżnymi Alpami Lac Léman. Rozkosz dla wszystkich zmysłów!!! :)

Pyszny deser Quo Vadis
Pyszny deser Quo vadis

Gościnny Grand Hôtel du Lac opuszczamy wyjściem od Rue d’Italie, ponieważ zaraz po drugiej stronie ulicy znajduje się niewielki kościółek katolicki Notre-Dame, który jest kolejnym ważnym punktem na naszej trasie.

Kościół Notre-Dame
Kościół Notre-Dame

Nasz wielki noblista zmarł wieczorem 15 listopada 1916 roku w Grand Hôtel du Lac, a jego ostatnie słowa brzmiały: „Nie zobaczę już wolnej Polski”.
I mimo że rząd austriacki zezwolił na przewiezienie ciała Sienkiewicza do Krakowa, to jednak rodzina i przyjaciele podjęli decyzję, aby pogrzeb odbył się w Szwajcarii, właśnie w Vevey.
Ale nawet na obczyźnie pogrzeb tego wielkiego Polaka odbył się z wielkimi honorami. Oprócz najbliższej rodziny przybyli przedstawiciele dyplomatycji z wielu państw (Anglii, Rosji, Niemiec, Austrii, Francji i Szwajcarii) i wszystkich polskich stowarzyszeń w Szwajcarii. Byli również przedstawiciele Serbskiej Akademii w Belgradzie.
W Belgradzie bowiem działał komitet uczczenia pamięci Henryka Sienkiewicza. W dzień pogrzebu w katolickim belgradzkim kościele odprawiono mszę żałobną, a we wszystkich cerkwiach tego miasta rozbrzmiały dzwony.
Podczas pogrzebu odczytano depeszę pożegnalną przysłaną przez papieża Benedykta XV, a ksiądz Jan Gralewski wygłosił mowę pożegnalną. Muzyką zajął się Henryk Opieński.
Brakowało tylko polskiej delegacji, którą zatrzymano na granicy.
Nie zabrakło jednak polskich akcentów – z Muzeum Polskiego w Raperswilu sprowadzono historyczne polskie sztandary, z którymi wartę przy trumnie pełniło sześciu chorążych. Trumnę okryto czerwonym całunem z polskim godłem orła białego, a kościół udekorowano znakami narodowymi. Na koniec uroczystości pogrzebowych w kościele rozbrzmiał polski hymn. I mimo że na obczyźnie, oddano mu wszelkie należne honory.

 

Do dzisiaj w tym małym katolickim kościółku wydarzenie to upamiętnia wmurowana tablica z medalionem Sienkiewicza, godłem polskim oraz herbami większych polskich miast. Na tablicy po francusku wyryty jest fragment tekstu Sienkiewicza, którego całość wmurowana jest pod pomnikiem Mickiewicza w Warszawie: „(…) ażeby dzieła ludzkie stworzone poprzez wieki nie zagubiły się w nocy zapomnienia, słusznym, sprawiedliwym jest ocalić ich pamięć i przekazać je potomności (…)”.

 

Z kościoła Notre-Dame wracamy na brzeg Jeziora Genewskiego. Mijamy północną ścianę Grand Hôtel du Lac znajdując na niej trochę zaniedbaną tablicę z profilem Sienkiewicza. Niestety przyjrzeć się jej można tylko z ulicy, a napis jest dość niewyraźny.
Tylko minuta drogi i znajdujemy się na małym skwerze na skrzyżowaniu Quai Perdonnet i Quai Roussy tuż przy Grand Hôtel du Lac.

Skwer na skrzyżowaniu
Skwer na skrzyżowaniu Quai Perdonnet i Quai Roussy

Tu uwielbiali przesiadywać państwo Sienkiewiczowie. Może dlatego, że był on bardzo blisko hotelu, w którym mieszkali, a jak wiemy, pod koniec życia Henryk miał bardzo duże problemy ze zdrowiem i długie spacery były dla niego zbyt męczące… A może dlatego, że rosnące tu wierzby przypominały mu Mazowsze i Polskę, za którą tak bardzo tęsknił na tym wygnaniu…
Dzisiaj na skwerze znajduje się pomniczek przedstawiający kobiecą głowę. Upamiętnia on mieszkankę drugiego brzegu jeziora – Annę de Noailles. A oprócz pomnika nic się nie zmieniło… Nadal stoją tu ławeczki zapraszające do odpoczynku, szumią wierzby, a łabędzie przypływają na smakołyki, które rzucają im odpoczywający na skwerku turyści i mieszkańcy.

 

My nie odpoczywaliśmy na tym skwerku… Zachwyciwszy się widokiem rozciągającej się nad jeziorem promenady Quai Perdonnet jak najszybciej chcieliśmy przespacerować się tą ukwieconą trasą – po jednej stronie przepiękne jezioro i ośnieżone Alpy, po drugiej piękne wille i kwitnące magnolie… Hmm, wygnanie wygnaniem, ale w takim miejscu chyba nie było aż tak uciążliwe dla Sienkiewiczów.

Magnolie na promenadzie
Magnolie na promenadzie

Nagle stanęliśmy jak wryci. Naszym oczom ukazał się wbity w jezioro gigantyczny widelec. Fatamorgana? Nie, widelec był jak najbardziej prawdziwy. Został on wbity w jezioro, aby upamiętnić 10. rocznicę powstania Muzeum Żywności (Alimentarium). Pierwsze takie muzeum na świecie nie powstało tu przypadkiem. To tu, w niewielkim Vevey, założono i do tej pory ma swoją główną siedzibę jeden z potentatów żywieniowych – Néstle.
Widelec ten ma też swoją ciekawą historię. Otóż zaraz po wbiciu go w Jezioro Genewskie musiał powędrować do aresztu w Lucernie, gdyż wg urzędników, stojąc w wodzie łamał szwajcarskie przepisy :). Kilka lat temu zwrócono mu jednak wolność i pozwolono wrócić na swoje miejsce. Od tego czasu niezmiennie zadziwia spacerujących tu turystów.

Widelec przed Muzeum Żywności
Ośmiometrowy widelec przed Muzeum Żywności

Przechadzając się promenadą co raz natykaliśmy się na piękne pomniki sławnych osób związanych z Vevey. Kolejnym słynnym mieszkańcem Vevey po Henryku Sienkiewiczu był Charlie Chaplin, który również zakochał się w tym mieście. Na promenadzie tuż przy Muzeum Żywności znajdujemy jego naturalnej wielkości pomnik. Z wytarcia na pomniku widać, że turyści uwielbiają się do niego przytulać i z nim fotografować :) Mieszkańcy Vevey kochają Chaplina. Do tego stopnia, że postanowili zbudować tu jego muzeum.

Skwer Charliego Chaplina przy veveyskiej promenadzie
Skwer Charliego Chaplina przy veveyskiej promenadzie

Vevey chyba nas polubiło, bo pod koniec naszej wycieczki pokazało nam się również ze swojej słonecznej strony. Gdy mgły nad górami opadły i zaświeciło słońce nie mogliśmy przestać gapić się na przepiękne widoki spotykane chyba tylko nad tym wyjątkowym jeziorem, które stało się miłością i inspiracją wielu wielkich tego świata.

 

Udając się w drogę powrotną na dworzec zajrzeliśmy jeszcze do Muzeum Sztuk Pięknych, które znajduje się na Avenue de la Gare. Tu przed pięknym budynkiem muzeum odnaleźliśmy jeszcze jeden sienkiewiczowski ślad – mały pomniczek ufundowany przez miasto dla wielkiego patrioty i pisarza polskiego, urodzonego w Woli Okrzejowskiej (pisownia oryginalna) 5 maja 1846 roku, zmarłego 15 listopada 1916 roku właśnie tutaj, w pięknym Vevey.

Tablica pamiątkowa przy Muzeum Sztuk Pięknych
Tablica pamiątkowa przy Muzeum Sztuk Pięknych

Przygotowując się do spaceru ulicami Vevey korzystaliśmy z książek:

  • Barbara Wachowicz „Marie jego życia”,
  • Julian Krzyżanowski „Henryk Sienkiewicz. Kalendarz życia i twórczości.”,
  • Jerzy Szczublewski „Sienkiewicz: żywot pisarza”,
  • Maria Prosnak – Tyszkowa „Wspomnienie. Drugi pogrzeb Sienkiewicza: Z Vevey do Warszawy”.