Mazury 9 sierpnia, 2014

Szlakiem morderców na Mazurach

Giżycko – miasto malowniczo położone nad trzema mazurskimi jeziorami, uwielbiane przez żeglarzy i fanów siatkówki plażowej. Również dla rowerzystów jest coraz bardziej atrakcyjną bazą wypadową.

Giżycko i jego okolica jest doskonałym miejscem, aby połączyć aktywny wypoczynek z potężnym łykiem historii, zwłaszcza związanej z faszystowskimi zbrodniarzami. Jak zawsze tak mało czasu i tak dużo do zobaczenia.

Ostatecznie nasza trasa wyglądała tak: Giżycko – Świdry – Pieczarki – Pozdezdrze – Harsz – Sztynort – Łabapa – Radzieje – Pilwa – Parcz – Gierłoż – Giżycko.

Ale po kolei…

Sobota rano, pogoda wprost wymarzona na mazurska wycieczkę rowerową, bo słońce i ciepło i można zboczyć nieco z trasy, aby odpocząć na jakiejś mało zaludnionej plaży… tak, rowery na Mazurach zawsze są strzałem w dziesiątkę!

Wycieczkę rozpoczęliśmy w Giżycku od historycznej Twierdzy Boyen, dokąd dostaliśmy się przez słynny most obrotowy na Kanale Łuczańskim. Most ten jest ciągle czynnym jednym z dwóch w Europie i od 1889 otwierany w taki sam sposób, czyli ręcznie. Jego otwarcie – będące spektaklem jednego aktora – od lat przyciąga rzesze turystów. W końcu to nie lada widok, gdy 100-tonowy most obraca jeden człowiek i to bez większego wysiłku!!!

Giżycko
Otwieranie mostu obrotowego w Giżycku

Nigdy nie zdobyta twierdza jest dobrze zachowanym zabytkiem architektury obronnej z XIX w. Swoją nazwę zawdzięcza pruskiemu ministrowi wojny gen. Hermanowi von Boyen, dzięki któremu w latach 1844-55 została wybudowana jako obiekt broniący przesmyku między jeziorami Kisajno i Niegocin i od tego czasu była strategicznym punktem obronnym Prus Wschodnich. Najbardziej rozsławiła ją obrona przed rosyjskim atakiem podczas I wojny światowej.

 

 

Do Feste Boyen wchodzimy okazałą Bramą Giżycką, aby obejrzeć fort zbudowany na planie sześcioramiennej gwiazdy. Na niemal 100 ha powierzchni oglądamy liczne obiekty wojskowe: arsenał, budynki ćwiczeń, pancerne kopuły obserwacyjne, laboratorium prochowe, zbrojownie, areszt, spichlerz oraz stację gołębi pocztowych. Dzięki Towarzystwu Miłośników Twierdzy Boyen fortyfikacja jest nie tylko zabytkiem, ale pełni też funkcję letniego centrum rozrywki. W tutejszym amfiteatrze organizowane są koncerty i festiwale, a turyści mogą zatrzymać się w hostelu utworzonym w budynku koszarowym.

Giżycko
Twierdza Boyen

Z Giżycka ruszyliśmy wygodną dla rowerów mało uczęszczaną drogą asfaltową mijając jedną z najstarszych mazurskich wsi – Pieczarki. Trasa w dużej mierze wiodła przez las, dzięki czemu mogliśmy trochę odpocząć od słońca i dodatkowo uzupełnić kalorie pałaszując prosto z krzaka przepyszne mazurskie maliny.

Po ok. 15 km dotarliśmy do Pozezdrza. Tu spotkaliśmy się z pierwszym wymienionym mordercą – Heinrichem Himmlerem. Jedną z najbardziej mrocznych postaci II wojny światowej. Człowiekiem, który z jednej strony ratował padające z przemęczenia ptaki, a z drugiej zza swojego biurka jednym podpisem posyłał miliony ludzi na śmierć. To właśnie w lesie 2 km od Pozezdrza Organizacja Todt – jedna z największych w tamtych czasach organizacji budowlanych na świecie – wybudowała dla niego Hochwald (Wysoki Las).

Była to kwatera składająca się z 9 obiektów – 5 schronów, podziemnego garażu, dwóch wartowni i specjalnego schronu Himmlera. Mimo iż grubość ścian i stropów miała ok. 2 metry i zapewniała ochronę nawet przed 500-kilogramowymi bombami, to do dzisiaj zachował się tylko schron specjalny szefa SS, który w 1944r. dodatkowo otoczono żelbetonowym płaszczem. Do ścian bunkra przyczepiono siatki maskujące, aby nie można było go dostrzec z powietrza. Kwatera ta była użytkowana do listopada 1944 roku, a w styczniu 1945 roku została wysadzona przez wycofujące się niemieckie wojska.

Pozezdrze
Kwatera Heinricha Himmlera w Pozezdrzu

Mimo bardzo zadbanego i zagospodarowanego terenu wokół pozostałości po kwaterze jednego z najbliższych współpracowników Adolfa Hitlera niektórzy z uczestników wycieczki czuli nieprzyjemne ciarki na plecach i dosyć chętnie ruszyli w dalszą drogę.

„Kto ma Sztynort ten posiada Mazury” stwierdził ponoć zauroczony tym miejscem biskup Ignacy Krasicki do hrabiego Heinricha Lehndorffa pochodzącego ze starego rodu szlachty pruskiej, która przez wieki zarządzała tą pięknie położoną mazurską wsią.

Sztynort
Jezioro Kirsajty w Sztynorcie

Spacerując pod majestatycznymi starymi dębami, które są świadectwem dawnej świetności kompleksu parkowo–pałacowego możemy sobie na razie tylko wyobrazić, jak wyglądało miejsce w czasach tej rozmowy. XVII-wieczny pałac przetrwał wiele pożarów i perturbacji historycznych, jednak w obecnych czasach długo nie znajdowano środków na jego remont i zwyczajnie niszczał. Dzięki współpracy z Niemiecką Fundacją Ochrony Zabytków Kultury jest obecnie odrestaurowywany i niebawem ma być udostępniony do ogólnego użytku. Trzymamy kciuki i już nie możemy się doczekać ponownej wizyty, tym razem, aby obejrzeć go w pełnej okazałości.

Sztynort dzięki malowniczemu położeniu na półwyspie oddzielającym jeziora Mamry, Kirsajty i Dragin stał się też jednym z ulubionych miejsc żeglarzy i z czasem powstał tu duży port jachtowy oraz jedna z największych wypożyczalni jachtów na Mazurach.

Zwiedzeni pięknem jeziora Dargin postanowiliśmy jak najdłużej mieć ten widok przed oczami i skusiliśmy się na trochę dziką trasę wzdłuż jego brzegu. Droga generalnie przystosowana do ruchu pieszych, rowerów trekingowych no i może bardzo dobrych terenówek robiła się coraz bardziej dzika i tak malownicza, że właśnie tu cała dzisiejsza trasa rowerowa otrzymała swoją nazwę po spotkaniu z kolejnym mazurskim mordercą – „cholernymi” chaszczami. Ale nie dziwcie się miejskiej na co dzień, rowerzystce.

Jednak warto było wybrać właśnie tą drogę! Z okropnych chaszczy wyjechaliśmy na wzgórze, z którego rozciągał się zapierający dech w piersiach widok na jezioro i okolicę… BEZCENNE!!!

Im dłużej patrzyliśmy, tym bardziej marzyła nam się kąpiel w jeziorze. Zrobiliśmy przerwę na małej plaży znanej chyba tylko zbłąkanym turystom i mieszkańcom Łabapy. Plaża okazała się lekko folklorystyczna acz miła. Po odświeżającej kąpieli i krótkim odpoczynku ruszyliśmy w dalszą drogę mazurskimi szutrami.

W pewnym momencie nasz wzrok przykuł samotny budynek z czerwonej cegły, który – mimo że zaniedbany – bardzo ładnie prezentował się w popołudniowym słońcu na tle soczystej zieleni. Okazało się, że jest to opuszczona od lat stacja kolejowa, a nasza trasa już od dłuższego czasu wiodła wzdłuż torów kolejowych, tak zarośniętych, że nawet się nie domyśliliśmy ich obecności.

Parcz
Nieczynna stacja kolejowa Parcz

Wyobraźcie sobie nasze miny, gdy nagle usłyszeliśmy nadjeżdżający pociąg!!! Ze względu na bliskość Gierłoży pierwsze o czym pomyśleliśmy, to że jest to widmo słynnego piętnastowagonowego pociągu Adolfa Hitlera, który swego czasu stał na bocznicy w pełnej gotowości czekając, kiedy Wielki Wódz będzie miał ochotę na podróż. No cóż, temat tej wyprawy rowerowej trochę podkręcił naszą wyobraźnię. Ale z drugiej strony, jaki pociąg może jeździć po tak zarośniętych torach??? Otóż może tu jeździć pociąg turystyczny relacji Kętrzyn – Węgorzewo uruchamiany w wakacje przez Stowarzyszenie Hobbystów Kolejowych.

Pociąg ten kursuje na trasie Kętrzyn – Węgorzewo i obsługuje 10 ciekawych przystanków, w tym przy kilku z nich dopisano w rozkładzie jazdy „na żądanie”. Swoją drogą nigdy nie jechaliśmy pociągiem z opcją przystanku „na żądanie”; czyżby był to jedyny pociąg, w którym legalnie można użyć hamulca bezpieczeństwa nie tylko w momencie zagrożenia??? Oczywiście żartujemy z tym hamulcem bezpieczeństwa, ale pociąg niesamowicie nas zaciekawił, więc na pewno sprawdzimy to przy najbliższej okazji! Na razie na zawsze zapamiętamy, że szwendanie się w okolicach zarośniętej i niby nieczynnej linii kolejowej jest bardzo niebezpieczne i to nie ze względu na pociąg-widmo, ale ten bardzo realny!!!

Gierłoż
Pociąg turystyczny Kętrzyn – Węgorzewo na postoju przy Wilczym Szańcu

I tak dotarliśmy do Gierłoży, na spotkane z ostatnim w tej wyprawie rowerowej, ale najsłynniejszym mazurskim mordercą, czyli jak się domyślacie zwiedziliśmy „Wilczy Szaniec”. Tak jak oglądany już dzisiaj himmlerowski Hochwald, również ta najsłynniejsza i najbardziej tajna z kwater II Wojny Światowej została wybudowana przez Organizację Todt, jednak „Die Wolfschanze” to prawdziwy majstersztyk!!!

Ścisła kwatera zajmowała powierzchnię 250 ha, natomiast całość, czyli ok. 800 ha dookoła niej zabezpieczono zaporami z drutu kolczastego i polem minowym. Rozminowanie całego terenu zajęło ok. 10 lat i pochłonęło wiele ofiar.

Pozostałości bunkrów w kompleksie Wilczy Szaniec – najczęściej fotografowana ściana. Pamiętajcie, żeby ją podeprzeć, gdy tam będziecie; bez naszej pomocy zawali się :)

Teren kwatery składał się z trzech doskonale zamaskowanych stref bezpieczeństwa, z czego najistotniejsza była pierwsza, gdyż przebywali w niej najważniejsi mieszkańcy, czyli Hitler, Göring, Keitel, Bormann, dr Dietrich wraz z najbliższymi współpracownikami i podwładnymi. Tu oprócz bunkrów znajdowały się herbaciarnie, kasyna, kotłownia oraz sauna. Przy wejściu do tej strefy bardzo dokładnie kontrolowani były najbardziej znane osobistości, ministrowie i generałowie. Tylko raz zawiodła ta procedura bezpieczeństwa, a dokładnie 20 lipca 1944. To wtedy miał miejsce słynny zamach na Hitlera – na naradzie wybuchła bomba z opóźnionym zapłonem, którą z Berlina przywiózł Claus von Stauffenberg.

Wielki Wódz doznał tylko niewielkich obrażeń i już wieczorem tego samego dnia gościł w progach swojej kwatery Benito Mussoliniego. Po zamachu wszyscy spiskowcy (m.in. hrabia Henrich von Lehndorff – ostatni z właścicieli Sztynortu) oraz większość ich bliskich zostali straceni, a film z ich okrutnej egzekucji oglądał Hitler w sali kinowej właśnie w Wilczym Szańcu.

Gierłoż
Pozostałości bunkrów w kompleksie Wilczy Szaniec w Gierłoży

Tak jak wspominaliśmy Organizacja Todt bardzo dobrze wykonała swoje zadanie, gdyż większość bunkrów przetrwała do naszych czasów i nawet wycofująca się armia hitlerowska nie była w stanie ich zniszczyć, mimo że bardzo się starała. W końcu nie tak łatwo wysadzić w powietrze budowlę, której grubość ścian wynosi 6 metrów!!! Podczas niszczenia kwatery zużyto niewiarygodne ilości trotylu, a betonowe kloce leciały na odległość ok. 30 metrów, co można zobaczyć spacerując po Wilczym Szańcu.

Gorąco polecamy zwiedzanie całej kwatery z przewodnikiem, który bardzo ciekawie opowiada zarówno o codziennym życiu jej mieszkańców, jak i o poszczególnych obiektach.

Giżycko
Widok na Giżycko z wieży ciśnień

Naszą wycieczkę rowerową zakończyliśmy w Giżycku na odrestaurowanej Wieży Ciśnień, aby z jej wysokości spojrzeć na okolicę, którą właśnie objechaliśmy rowerami. Zapatrzeni na jeziora, lasy i zachodzące nad tym wszystkim słońce szybko zapomnieliśmy o lekkim zmęczeniu po przejechaniu ponad 50 km. Kolejna fantastyczna wyprawa za nami!