DSC08128 30 maja, 2015

Nadniemeński chillout – Druskieniki

Cały tydzień był pod tak zwanym psem – chandra dopadła mnie w poniedziałek i za nic nie chciała odpuścić. Nie pomogło nawet najsłynniejsze na nią lekarstwo – czekolada.
Co prawda propozycję wyjazdu do Druskienik dostałam już jakiś czas temu, ale w środę chandra osiągnęła apogeum do tego stopnia, że przygotowania do wyjazdu, które zawsze sprawiały mi niesamowitą frajdę, przerosły moje możliwości… ech spędzić weekend z dobrą książką, herbatą, zakopana pod puszystym kocem… Teraz, gdy to piszę, sama nie mogę uwierzyć w ten absurd, ale w środę było to wręcz moim marzeniem. Chyba pory roku mi się poprzestawiały :( Resztką sił w piątek po pracy zapakowałam się do samochodu. Wyjazd z Trójmiasta – korek. Pięknie się zaczyna. Co mnie podkusiło, żeby w ostatniej chwili zmienić decyzję?!!!

 

Trochę poprawiło się podczas przejazdu przez Warmię i Mazury – jechaliśmy bocznymi drogami, ale za to z tak przepięknymi widokami, że czasami aż zapierało dech w piersiach. Dobrze, że siedziałam na miejscu pasażera, bo inaczej niechybnie czekałoby mnie niemiłe spotkanie z drzewami przy skraju dróg. Widoki widokami, ale okazało się, że podróż, która miała trwać 6 godzin będzie niestety dłuższa niż wyliczył GPS. Ech, znowu ta technika. Dodatkowo za Suwałkami trafiliśmy na kosmiczny remont dróg z zupełnie nieoznakowanym objazdem. Była północ, a my znaleźliśmy się na drodze która się raptownie skończyła! Okazało się, że objazd prowadził leśną kompletnie nieoznakowaną drogą. Tym sposobem straciliśmy kolejną godzinę i w hotelu zameldowaliśmy się ok. godz. 02:00, a właściwie 03:00, bo Litwa jest już w innej strefie czasowej. Ze zmęczenia i irytacji nie mogłam zasnąć. Zachciało mi się uzdrowiska, „cholera jasna, psia krew”.

Po śniadaniu nie miałam nawet ochoty wychodzić z hotelu, ale cóż, pokój wynajęty na jedną noc, doba hotelowa do godz. 12:00, koca brak, a tym bardziej herbaty w pokoju. Chcąc czy nie – nie miałam wyjścia… Wyszłam i od razu wbiłam się w jakiś dziwny festyn i stragany. Gdyby nie piękna pogoda i soczysta zieleń dookoła uwierzyłabym, że trafiłam na jakieś bożonarodzeniowa jarmarki.
DSC08091

Obejrzałam kilka straganów, i jedno trzeba przyznać, były tu naprawdę ładne rzeczy, żadnej tzw. chińszczyzny. Ręcznie robiona biżuteria, piękne obrusy, estetyczne wyroby drewniane i oczywiście litewskie przysmaki – przepyszny chleb, sery, wędliny i litewskie piwo. Okazało się, że trafiłam na coroczne Dni Druskienik. Nie wiedząc co ze sobą zrobić poszłam z tłumem ludzi i nagle moim oczom ukazało się Jezioro Druskonis z piękną fontanną. Może nie tak wysoką jak ta w Genewie, ale pomysł fajny.DSC08083

Druskieniki są bardzo czyste, zadbane i pełne zieleni. O tej porze roku zieleń jest soczysta, kwitną drzewa i krzewy, no i cudowne rozłożyste kasztanowce. Teraz właśnie siedzę sobie pod jednym z nich nad brzegiem naszego Niemna dokładnie w okrągłą rocznicę matury. I wiem już dlaczego w tej niewielkiej miejscowości zakochało się tak wielu artystów, no i oczywiście nasz wielki wódz Józef Piłsudski.

 

Właśnie podsłuchałam przewodniczki polskiej wycieczki – okazało się, że siedzę po dawnej polskiej stronie Niemna. Czyli te piękne tereny, w których zakochali się artyści i wielki wódz Piłsudski kiedyś były polskie.

 

Mądre powiedzenie mówi: „nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło”. Tak też było w przypadku Druskienik. Zaraz posądzicie mnie pewnie o twierdzenie, iż rozbiory Polski były czymś dobrym. Oczywiście, że nie, ale to właśnie dzięki nim Druskieniki rozwinęły się jako uzdrowisko. W XIII wieku było tu grodzisko, które spłonęło, a po pożarze okolica wyludniła się na tyle skutecznie, że pierwsze pisemne wzmianki o Druskienikach znaleziono dopiero w kronikach z 1636 roku. Może nadal życie w tej nadniemeńskiej miejscowości toczyłoby się swoim rytmem, gdyby nie to, że w 1772 roku w wyniku pierwszego rozbioru Polska straciła dostęp do swoich kopalni soli. Wtedy to król Stanisław August Poniatowski wydał rozkaz, aby zbadać wszystkie miejsca ze słonymi wodami. Badano również bogate w słoną wodę Druskieniki, w których jak sama nazwa wskazuje („druska” to po litewsku sól) powinny znajdować się duże zasoby tego produktu. Szybko okazało się, że mimo iż nie jest to sól spożywcza ma jednak niesamowite właściwości lecznicze, na tyle cenne, że Stanisław August Poniatowski w 1794 roku uczynił z tego miasteczka uzdrowisko. Do powstania uzdrowiska przyczyniło się też zapewne położenie Druskienik – na prawym brzegu rzeki Niemen otoczone starymi lasami, zielone i niesamowicie czyste.

DSC08128

Na przełomie wieków Druskieniki przechodziły w ręce różnych państw. Po pierwszej wojnie światowej znowu wróciły na chwilę do polskich granic. Wtedy to stały się ulubionym uzdrowiskiem marszałka Józefa Piłsudskiego, który przyjeżdżał tutaj regularnie, aby odpoczywać w skromnym domku nad Niemnem „Na Pogance”, a także podreperować zdrowie pod czujną opieką doktor Eugenii Lewickiej – twórczyni „Zakładu Leczniczego Stosowania Słońca, Powietrza i Ruchu”. Plotka głosi, że dr Lewicka leczyła nie tylko zdrowie marszałka, ale łączył ich wieloletni głęboki romans. No cóż, doskonale go rozumiem… trudno nie zakochać się w tym przepięknym miasteczku :) Urokowi Druskienik dali się uwieść Polacy z różnych regionów kraju, a wśród nich były takie osobistości jak Eliza Orzeszkowa czy Władysław Syrokomla.
Spacerując po Druskienikach słyszałam opinie, że teraz to miasto jest komercyjne i nastawione tylko na wyciąganie pieniędzy od turystów. Jeżeli nawet, to przeciwko takiemu rozwojowi nic nie mam. Dba się tutaj o klimat miasteczka, kameralne hoteliki powstają w pięknie odrestaurowanych drewnianych willach, nie narusza się parków oraz olbrzymich, wiekowych rozłożystych drzew, dających cień kiedy trzeba oraz bardzo skutecznie chroniących przed wiosennym deszczem.

I wiecie co, ta druskienicka woda chyba naprawdę leczy skołatane nerwy… Po mieszance dwóch szklaneczek (jedna była słona i lekko gorzka, więc musi być lecznicza :) ) i spacerze nad Niemnem chandra przeszła jak ręką odjął :) I po co komu czekolada???

 

Spędziłam w Druskienikach niecały jeden dzień, jednak jeżeli wpadniecie tu na weekend z pewnością nie będziecie się nudzić. Oprócz zabiegów w uzdrowisku czy spacerów wśród pięknych druskienickich domków, możecie również odwiedzić jedno z wielu znajdujących się tu muzeów, o których wiadomości znajdziecie w świetnie zaopatrzonej informacji turystycznej w centrum miasta (przy skrzyżowaniu ulic M.K. Čiurlionio i K. Dineikos) lub przepłynąć się statkiem po majestatycznym Niemnie.
A dla tych sentymentalnych, którzy pod nosem nucą „komuno wróć” w Parku Grutas zostały zgromadzone pomniki przywódców komunistycznych z całej Litwy. Najlepiej dostać się tam rowerem – to tylko 5 km od Druskienik, a ścieżka rowerowa wiedzie wśród pięknych drzew. Przy okazji można spalić trochę kalorii. No tak, tylko skąd te kalorie? Przecież nad Niemnem niepotrzebna jest czekolada :)